Czołem!
Na Warszawskiej Prażce, wśród starych budynków z czerwonej cegły, skrywa się z zewnątrz niepozorna strzelnica. Przekraczając jej próg, momentalnie wyczuwa się zapach prochu. W środku mała kolejka do kasy i taka sama do wejścia na halę. Po kilku minutach wita mnie Pan w moro i prowadzi do przedsionka. Prosi o założenie słuchawek. No i lecimy:)
W hali tłumy jak na bazarze. Nie wiem czy tego dnia była jakaś super promocja dla grup, czy zawsze tak mają w weekend. Ciężko się przedostać do swojego stanowiska a jeszcze ciężej gdzieś zmieścić statyw, żeby nagrać relację. Jeden udało się jakoś rozłożyć ale drugiego nawet nie wyjęłam z pokrowca. Wielka szkoda bo przez to ujęcia są jakie są.
Pan instruktor za to wynagradza tłok. Przesympatyczny, z wielkim poczuciem humoru i jeszcze większym profesjonalizmem. Jasno i konkretnie wytłumaczył działanie broni, ustawienie rąk i ciała oraz technikę strzału dla początkujących. Nim się obejrzałam a już trzymałam w rękach CZ P-07 (pierwszy z lewej na zdjęciu). Mały i lekki pistolet, całkiem przyjemnie się nim operowało. Bardzo podobna wydała mi się kolejna broń- CZ-75 KADET (w środku). Za dużej różnicy w nich nie widziałam, oprócz koloru i wielkości pocisków :P

Następnie wjechał prawdziwy olbrzym- Pan Springfield. Zaskakująco lekki i wygodny karabin. Szczerze mówiąc bałam się oddać pierwszy strzał. Na szczęście niepotrzebnie, bo karabin nie dość, że wygodny, to jeszcze nie generuje odrzutu.
Na zakończenie Pan instruktor wyjął dla mnie najsłodszą czekoladkę. FN 0,22 BUCKMARK (z prawej strony na zdjęciu). Miała śliczną, drewnianą rączkę i smukłą lufę. Na dodatek była do granic wygodna! Pięknotka miała specjalnie wyprofilowane żłobienia, na kciuki i lewą rękę. Po prostu cudownie leżała w dłoniach i olśniewała swoim wdziękiem. Czysta przyjemność.
Słuchajcie, strzelanie wcale nie jest takie trudne. Moje tarcze, mimo że uczyłam się techniki strzału a nie precyzyjnego celowania, wyglądają całkiem spoko. Jest to przeolbrzymia frajda trzymać w rękach prawdziwe gnaty. W końcu na strzelnicy używa się najprawdziwszej broni, o ostrej amunicji ! Sama tego świadomość jest całkiem kręcąca :)
To co mnie zaskoczyło, to moje zmęczenie. Ze strzelnicy wyszłam jak po ciężkim treningu. Podejrzewam że to sprawka ciągłego skupienia, trzymania rąk w nienaturalnej pozycji i dosyć uciążliwego hałasu.
Frajda niesamowita, że miałam możliwość spróbowania tego niebezpiecznego sportu ;) Wszystkim Wam serdecznie polecam! A teraz parę słów o tym dlaczego się tam znalazłam.
Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie na facebooku, że Katalog Marzeń poszukuje śmiałków, którzy będą testowali ich atrakcje. Pomyślałam sobie, że to jest idealne dla mnie! W końcu byłam na etapie zakładania bloga (a raczej już zmagania się z Word Pressem!) o takiej właśnie tematyce. Szybko wypełniłam formularz zgłoszeniowy i pyk. Dostałam się :) Przeszłam do pierwszego etapu! Ogromne szczęście! Oto jestem i testuję pierwszą atrakcję. Ale wiecie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i chcę więcej! Katalogu Marzeń! Bierzcie mnie do drugiego etapu!
https://katalogmarzen.pl/chcetoprzezyc/