Runmageddon. Co to jest? I dlaczego nazywają go ekstremalnym?

Runmageddon to ekstremalny bieg z przeszkodami. W przypadku Warszawy organizowany jest najczęściej na obrzeżach miasta, ponieważ potrzebny jest kawał „dzikiego terenu”. Zadaniem uczestników jest pokonanie trasy urozmaiconej w naturalne oraz sztuczne przeszkody.

Parę miesięcy temu podjęłam decyzję o starcie w Runmageddonie. Żeby wykupić uczestnictwo, musiałam wybrać dystans, jaki chcę pokonać. W tej edycji dostępne były: 3 km, 6 km i 12 km. Zdecydowałam się na najkrótszy, z trzech powodów. Po pierwsze – doskonale wiedziałam, że nie jestem w super formie. Po drugie – ja naprawdę nie lubię biegać! A po trzecie – wychodzę z założenia, że sport ma być przyjemnością, a nie katorgą. Czasem lepiej czuć niedosyt niż mdleć na trasie. Miałam wrażenie, że na moje aktualne możliwości najkrótsza trasa będzie w sam raz.
Zatem kupiłam bilety na dystans 3 km. Po jakimś czasie organizator podał lokalizację imprezy – Twierdza Modlin. Pomyślałam, że lepszego miejsca nie można sobie wymarzyć. Piękne, zielone tereny, miejsce, gdzie łączą się dwie porywiste rzeki i twierdza budząca dreszczyk grozy. Stare, opuszczone budynki, przytłaczające swoim ogromem.

Czy się przygotowywałam? Oczywiście… miałam taki plan! Niestety mi nie wyszło. A kiedy nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, po prostu pobiegłam na żywioł.

Będąc na miejscu, należało się zameldować na dwie godziny przed biegiem, żeby odebrać pakiet startowy. W pakiecie startowym znajdowała się koszulka techniczna, napój izotoniczny, suszona wołowina o wysokiej zawartości białka, baton proteinowy i zniżki na różne produkty.

Na 5 minut przed biegiem odbyła się wspólna rozgrzewka. Następnie usłyszeliśmy polecenie, żeby złapać za leżące obok worki i wtedy zaczęło się piekło. Chmara wystartowała. Biegliśmy z workami piasku na plecach. Nie mam pojęcia, ile mogły ważyć, ale po pewnym czasie naprawdę mocno spowalniały bieg. Na szczęście długo się z nimi nie męczyliśmy, za to przywitały nas kolejne przeszkody. Z tych naturalnych były to strome pagórki, schody Twierdzy Modlin, przepaście z linami do wspomagania, dużo śliskiego i grząskiego błota. Organizator zadbał o dodatkowe atrakcje, jakimi były druty kolczaste, pod którymi odbywało się czołganie, 3- metrowe ściany do przejścia, koryta ze świeżym lodem, skoki do bagna, bieg z belami drewna i beczkami piwa, wspinaczka po linie, czołganie pod wojskową ciężarówką, bieg przez leżące opony, przeszkody „na wisielca”, które pokonywało się siłą rąk, walka z zapaśnikami rugby i wiele innych. Wszystkie przeszkody zostały opisane TUTAJ.


Najcięższą atrakcją do pokonania był Multirig- podwieszane drążki i kółka (fot. powyżej). Tę trasę są w stanie przejść tylko najlepsze dziki, o silnych łapach i mocnym uchwycie. Dlatego widok śmiałka na samym końcu przeszkody nie należy do zbyt częstych.

Najmniej przyjemna była przeszkoda lodowa. Do koryta wypełnionego błotnym lodem co chwilę ciężarówka dosypywała świeży lód. Na korycie leżały belki, które można było ominąć tylko dołem. Tak wiec trzeba było zanurzyć się w tym mrozie aż po szyję. Wychodząc z niej, czułam niesamowity ból nóg, szczególnie stóp, który nie chciał przejść przez kolejne parę minut. Brrr!

 


Reszta trasy to brudna frajda. Pierwsza myśl, która pojawia się w głowie przy kolejnej przeszkodzie, to „Ja pie*****!!! To nie jest do zrobienia!” I nawet się człowiek nie zorientuje, a już jest po drugiej stronie! Fenomenalne uczucie! Na Runmageddonie pokonujemy nie tylko swoje słabości, ale dowiadujemy się, że nasze możliwości są dużo, dużo większe niż nam się wydaje!

Dlatego, jeśli zastanawiasz się nad uczestnictwem w kolejnej edycji, ale masz obawy, że sobie nie poradzisz, to zapewniam Cię, że jesteś w błędzie. Przeszkody oczywiście można pokonywać solo, ale nie trzeba. Na trasie jest pełno pomocnych ludzi. Panuje klimat wzajemnej współpracy i wsparcia. Często nawet o taką pomoc nie trzeba prosić. Nagle z tłumu wynurza się ręka, która Ciebie wciąga na ścianę. Albo czujesz, jak ktoś pcha Ciebie od dołu, żebyś mógł sprawniej wejść na wysoką przeszkodę. Ponadto nikt nie każe Ci biec. Możesz pomiędzy stacjami poruszać się szybkim marszem. To w jakim tempie pokonasz trasę, zależy tylko od Ciebie i Twoich chęci. Szczerze mówiąc, nawet nie musisz pokonywać wszystkich przeszkód. Jeśli któraś z nich budzi w Tobie ogromny lęk albo wiesz, że nie jesteś w stanie jej przejść, to nie ma sprawy. W zamian za niewykonanie zadania robisz 20 razy burpees (padnij-powstań) i lecisz dalej.

a tutaj jedna z błotnych atrakcji :)

Ja osobiście miałam przyjemność biec z moim kolegą z podstawówki. Mikołaju, ogromnie dziękuję za Twoje wsparcie, zarówno fizyczne, jak i duchowe! Byłeś wspaniałym partnerem Runmageddonowym! Już teraz mogę się Wam pochwalić, że jesteśmy umówieni na kolejną edycję, tym razem na 6 km. A może ktoś z Was chciałby pobiec z nami i stworzyć większą drużynę? Postaram się tym razem zabrać moją kamerkę GoPro i przygotować dla Was relację video. 

My w dalszym ciągu czekamy na film z trasy oraz zdjęcia. Ale póki co, możecie sobie zobaczyć jak wyglądały zmagania uczestników poprzednich edycji.

#runmageddon

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach! Może ktoś z Was ma już za sobą przygodę z piekielnym Runmageddonem? Kiedy i na ile kilometrów biegliście? A może znacie jakieś tajne taktyki pokonywania przeszkód?

2 Komentarze

    • O Pafcio! Dopiero mi się wyświetliło. Ale powoli uczę się tej całej informatyki ;P Dzięki, jesteś kochany :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.